Wrzesień 10, 2009
Serca moim biciem…
“BUDZISZ MNIE ŻAREM
USYPIASZ BÓLEM
BY MÓWIĆ ODEJDŹ…”
To On…stoi już tam…i czeka,
Czeka na mnie-jak nikt dotychczas…
I patrzy tylko w moją duszę, a wokoło tyle cudowniejszych…
Chce czuc tylko woń mojej skóry i tylko jej dotykać…
Lecz nie na chwilę, nie do rana-
On chce na zawsze- teraz, jutro i gdy zastanie me ciało pomarszczonym i zwiędłym niczym wieczorne maki…
To właśnie On- ten wyśniony, który mnie podniesie i poprowadzi…
To On- jedyny, prawdziwy, wyjątkowy, cynamonowy-
juz czeka i nerwowo wypatruje…
ręce wyciąga…
lecz ja Go jeszcze nie widzę…
Wrzesień 8, 2009
dom, którego nigdy nie było…
Marzę…a to oznacza, że się spełni. Marzę jak nikt inny…
Mój dom…którego nigdy nie było.
Niewielki, bielutki z drewnianymi okiennicami. Z gankiem, na którym postawimy drewnianą huśtawkę. Poprosimy by nam ją zrobił tata, który nigdy nic dla mnie nie zrobił.
Do drewnianych drzwi będzie prowadziła kamienna ścieżka ( którą sama ułożę). A będzie wiodła przez ogród pachnący różami, wszystkimi kolorami, świeżą trawą i ziołami. Przed drzwiami wygrzewać się będzie jasny pies. Dom będzie miał kominek w saloniku bym mogła otulać się jego ciepłem i rozmyślać nad swoim szczęściem. Niedaleko przy oknie będzie pianino i dużo świec…bym mogła nadal uczyć się improwizować i delektować delikatnym brzmieniem dźwięków o północy. Później w zwiewnej koszuli tańczyłabym między antycznymi meblami i oddawała się upojnemu zawirowaniu. Kuchnia byłaby moją ukochaną. Wyczarowywałabym tam Panu wspaniałości. Pachniałoby ziołami i lawendą oraz zimnym mahoniem. Sypialnia na poddaszu gdzie pościel zawsze byłaby miękka i pachniała cynamonem i słodkim karmelem. Z tyłu domu mój ogródek warzywny z ziołami. Ich zapach uderzałby w nozdrza…
A ja dbałabym o to wszystko każdym oddechem bez wytchnienia…
Mój dom, którego nigdy nie miałam…Nibylandia
Wrzesień 2, 2009
wiatr rozwiewa smutne myśli…
Byłam dziś z Panem na spacerze…biegliśmy między drzewami po lesie ciemną nocą. Boję się czarnych lasów…ale z Panem ani trochę. Z Panem jest bezpiecznie zawsze. Wiatr i Pańskie ciepłe słowa rozwiały moje pokaleczone przeszłością myśli. Gdy zrobiło się chłodno przytulił mnie Pan pod olbrzymim dębem i tak patrzyliśmy w niebo. Gwiazdy tej nocy świeciły jakby intensywniej, a zapach ściółki przyjemnie drażnił się z nozdrzami. Powietrze przestało pachnieć bezużytecznie i nabrało uzależniającego smaku. Delektowałam się zapachem pańskiej szyi.
Już nie chciałam płakać ani zagłuszać siebie wytrawna czerwienią Egri Bicaver. Moje oczy nagle stały się mocniej zielone, moja skóra stała sie bardziej delikatna i wyczulona na opuszki Pańskich palców, policzki pokryły się uwodzicielskimi rumieńcami a mięśnie rozluźniły się oddając się namiętności pocałunków. Czas się zatrzymał. Chłodu już nie było. Ciemność się rozświetliła…a my ogłuszeni soba poszlismy do domu…
Nie potrafię być sama, może nie chcę być sama…Nie wiem, ale odkąd skończyłam 15 lat zawsze z kimś jestem. Jeden związek się kończy…następny zaczyna. Szukam siebie w nich. Szukam odpoczynku, bezpieczeństwa, zrozumienia, ciepła…ale czy odnajdywałam miłość? Przychodzi moment gdy zaczynam się dusić…kończę, płaczę, żałuję lub nie, tęsknię ale wtedy już ktoś mnie pociesza. Powinnam pobyć sama…nauczyć się samotności. Ale nie mam tyle odwagi by zmierzyć się sama ze sobą. Nie rozumiem tego. Dlaczego od zawsze staram się zagłuszać to co jest we mnie? Moją złą przeszłość, ból, straty, wątpliwości, zranienia. Zawsze jest hałas…muzyka, tv, internet, sztuka, książki. Tak na prawdę staję się sobą tylko w tańcu…wtedy jestem naga…
Tak wiele we mnie sprzeczności, wątpliwości, bólu, smutku, którego nikt nie dostrzega…bo jestem aktorką…najlepszą bo życiową…
Sierpień 28, 2009
“fotograficzne” myślenie

FOTOGRAFIA…coś pięknego. Cudownie zatrzymywać w ramkach chwile szczęścia, uśmiechy, mroczne zakamarki. Tylko w pewnym momecie pojawia sie problem. Otóż ciezko uczyc sie fotografii samej. Brak mentora, kogos kto poprawialby bledy i tlumaczyłby co jest zle. Ciezko. A ja chcialabym isc dalej. Rozwijac sie…nauczyc. I w koncu byc w czyms na prawde dobra…Pokochalam fotografię, myślę, że to najwazniejsze. Ale wiedza i umiejetnosci rowniez jezeli choc troche mam zamiar z tym zwiazac swoja przyszłość.
I co tu poradzic?
Sierpień 24, 2009
spacer wokół słońca…
Spacerowałam wczoraj po Pana myślach, marzeniach i pretensjach. Wszystkie były gorące, palące, słoneczne bardziej lub mniej…ale wszystkie tak bardzo ukochane. Czy to możliwe by o zachodzie stąpać po rosie? Otóż ukochany możliwe…zrosiłam swoimi tęsknymi łzami całe zielone łąki pod zachodzącym słońcem. Odtańczyłam taniec melancholijny pomiędzy silnymi drzewami i zapłakałam nieudolnie. Pana słowa potrafią ranić, ale również dają ukojenie. Stąpałam po nich łagodnie, delikatnie…żeby nic nie popsuć…obiecuję. Promyki ciepłego pomarańczowego słońca otulały ścieżkę na polanie leśnej…a mi…mi było tak dobrze, tak delikatnie i rześko. Pana tam nie było…ale tańczył Pan razem ze mną. Wiem, że Pan tego nie lubi.
Dał mi Pan piękne słoneczniki. Kocham je…prawie jak słońce. Przypominają mi o nim w pochmurne dni. Przypominają mi też Pana. Kiedyś byłam Pana słońcem…dziś jestem…czym dziś jestem? Czasem pożądaniem, ciekawostką, nadzieją na lepsze dni…a czasem jestem Panną Nikt …
Nowy Panie…dlaczego się zmieniłeś?
Sierpień 20, 2009
niczego nie będzie żal…
” Dzień, który zaczął się marnie
marnie skończy się…
Może strułem się jabłkiem, nie wyspałem…
Kiedy patrze na to co jest
już nie przechodzą mnie dreszcze.
Już nie brakuje mi powietrza.
Już nie wołam jeszcze jeszcze jeszcze…
Kiedy pisaliśmy krwią,
że od końców naszych stóp
do końca naszych dłoni
do końca świata aż po grób,
że jakby coś, jakby coś to nic…”
Dzisiejszy poranek pachniał kojącą wilgocią marzeń, które unosiły się wokół mojej głowy tańcząc i śpiewając hymny ukochane. A ja zatańczyłam o wschodzie słońca smutny taniec, muzyką były dawne słowa, dawne marzenia i obietnice spływające po szybie zamienione w krople smutnego deszczu. Tańczyłam jak niegdyś, nie dla niego, nie dla nikogo…tylko ja…dla siebie…naga i odkryta ze wszelki uczuć i tajemnic. To było oczyszczające. Tak dawno nie tańczyłam. Kiedyś było to moim życiem…występy, musicale, spektakle, choreografie…ale dziś rano sobie przypomniałam jak bardzo to kochałam. Już nie tańczę…myślałam, że skoro zgubiłam po drodze swoją publiczność to to już nie ma sensu. Może popełniłam błąd nie wybierając tańca jako swojego kierunku… A teraz za późno…mogę tańczyć już tylko dla siebie, oczyszczając swoje ciało, myśli i duszę o wschodach i zachodach słońca…niczym czarownica malując swoją magię pod sklepieniem niebieskim.
Zatańcz ze mną ostatni taniec
Zatańcz ze mną taniec życia
Unieś mnie wysoko i zawiruj moim światem
Kocham tańczyć…
Kiedyś mówiono mi, że jestem w tym niezwykła…dlaczego nie wierzyłam i skręciłam w lewo…
Niczego nie będzie żal…prócz Pana…tańca i straconych marzeń
Sierpień 17, 2009
wzloty i upadki…
Ten weekend był melancholijny, a w zasadzie to ja takim go stworzyłam swoją nieudolną różdżką. Powiedział mi Pan, że jesteśmy inni… że jest przepaść…ale ja to przecież wiem, wiedziałam… Mówiłam to Panu wtedy kiedy to ja jeszcze Pana nie chciałam… a teraz Pan to widzi? Boli serce me kulawe…w żyłach znów płynie półwytrawna rzadka krew.
Odchudzę się dziś z myśli okrutnych i zatonę w radosnych opowieściach, jakiegoś pisarza. … a wieczorem nie zjem znów kolacji…bo przecież muszę wyszczupleć by być dla Pana jak kiedyś… Problem tylko w tym, że gdy mi smutno…to chcę jeść…
Zrobiłam sesję reklamową dwóm chłopakom, którzy otworzyli firmę. Sesja była w klimacie rockowym. Jestem z niej nawet zadowolona. Oni tez…to chyba najważniejsze. Może jednak kiedyś coś ze mnie będzie…jak sie to mówi.
Sierpień 15, 2009
dobry mój Boże…
Pani Jezu mój ukochany jakie jest przeznaczenie moje.
Gdzie droga moja prowadzi i dlaczego jest usłana kamieniami,
moje buty tak delikatne, że stopy mam już poranione.
Czy to się kiedyś skończy, czy czeka na mnie Twoja oaza bym mogła odpocząć.
Nawet jeżeli nie zasługuję, błagam Cie ukochany daj mi pewność. Pewność, że właściwą drogę wybrały moje poranione stopy. Nie chcę iść tam gdzie wszyscy, chcę płynąć pod prąd. Tylko zdechłe ryby płyną z prądem. Daj mi siłę, daj wytrwałość. Unieś mnie i prowadź. Już nie chcę sama decydować. Bo to co dobre jest wrogiem tego co najlepsze. Ty wiesz co najlepsze. Ale skąd mam wiedzieć czy żyję zgodnie z tym czego oczekujesz. Jestem przecież taka zwykła, trochę skalana, kłutliwa i przewrażliwiona, uparta i nieposłuszna. Czy ja nie potrafię?
Tak Panie…wiem… w ciszy i zaufaniu znajdę swoją moc...
Obdaruj mnie swoją mądrością…nie tą ziemską…Twoją.
Chcę być wreszcie szczęsliwa…nie ułudnie ale prawdziwie…żyć z sensem.
…wierzę w Ciebie…ale czasem zapominam wierzyć Tobie…niemądrze myślę, że wiem lepiej…
A ja przecież nie mam nic, co mogłabym dać Tobie, światu, jemu…
Mam tylko moje zaufanie i moją naiwność, wrażliwość lub przewrażliwienie… zabierz lub zmień…
Ks.Izajasza 30;15 …
Sierpień 14, 2009
jestem zmęczona dziś i jutro…może na zawsze…
Zmęczony burz szaleństwem
Zmęczona burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;
Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczęła po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.
Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie – przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.
J.T.
Męczysz mnie Panie okrutnie, męczy mnie moje serce, te głosy, które przez Pana nocą słyszę. Dałam Panu wiele…jeszcze więcej sobie Pan zabrał…a zostawił mnie zmęczoną, niepewną. Kiedy to minie?
Zmęczona jestem…dziś jutro może na zawsze…
Przyjdź chociaż we śnie ukołysać moje serce skalane, odrętwiałe od łez, które oczyma już wypływać nie chcą.
Dojrzałam dzięki Panu…mój starcze. nauczył mnie Pan pic wino wytrawne. Dziś do niego dojrzałam…kołyszą się we mnie jego kieliszki. A ja cierpię…A Pan tam leży i drgnie nawet by pocałować mnie w czoło delikatne…
